sobota, 25 sierpnia 2012

Historia Gizy Cz. I

Przechadzałam się po Rajskiej Ziemi, nie było tu zwierzyny, ale nie przeszkadzało mi to. Nagle usłyszałam śmiechy, podeszłam bliżej krzaków, zza których one dochodziły. Zobaczyłam dwie lwice i dwa lwy, wszyscy leżeli na kłodzie, a obok kłody były też dwa lwiątka. Zakradłam się do nich i skoczyłam na lwicę, która leżała obok rudego lwa.
- Kim jesteś? - warknęłam
- Jestem Królową tej ziemi!
Lwica wyrwała mi się z łap.
- Przepraszam.. Jestem Giza. - odparłam nieśmiało
- Nic nie szkodzi. Ja jestem Shetani.
Popatrzyłam na Shetani, przypominała mi kogoś. Zastanowiłam się trochę, ale nie przypomniałam sobie. Potem popatrzyłam na lwicę, która leżała obok brązowego lwa, była podobna do mnie. Podeszłam do niej.
- Kim jesteś? - zapytałam
- Mam na imię Lilly. - powiedziała lwica
Odwróciłam się, ponieważ usłyszałam szelest, ale nikogo nie było, podeszłam do lwa z blizną.
- A ty? - zapytałam
- Ja, jestem Muras. - odpowiedział dumnie lew
Położyłam się na ziemi, ale Muras i rudy lew zrobili dla mnie miejsce, więc weszłam na kłodę.
- Ty to kto? - zapytałam patrząc na rudego lwa
- Cookie, Król Rajskiej Ziemi.
Nie chciałam pytać o nic więcej, znów usłyszałam szelest. Zza krzaków wyskoczyły dwie hieny. Zaczęły się śmiać, Cookie, Muras, Shetani i Ja ruszyliśmy do ataku, Lilly pilnowała dzieci.
Cookie zaatakował samca, ja ruszyłam na samicę, do mnie dołączyła Shetani, a do Cookiego, Muras. Shetani łapą walnęła hienę, wtedy straciła orientację,  przygniotłam ją do ziemi i przegryzłam tętnicę. Muras i Cookie dobrze sobie radzili, samiec był bardzo podrapany, cała jego twarz była zalana krwią. Gdy przestał widzieć, Cookie przygniótł go do ziemi, po chwili obydwie hieny nie żyły. Wszyscy podbiegliśmy do Lilly.
- Lilly, nic ci nie jest? - zapytał Muras i ją polizał
Spojrzałam na nich, myślałam, że nie są parą. Podeszłam do Shetani.
- Idziemy nad wodopój? - zapytałam
- Tak, chodźmy się umyć.
Cookie, Shetani, Muras, Lilly, Ja i dwa lwiątka poszliśmy nad wodopój. Wskoczyłam do wody, za mną Shetani, po niej Cookie i Muras. Obmyliśmy się z kurzu i krwi hien, potem Cookie i Shetani wzięli jedno lwiątko i położyli się na miękkiej trawie. Muras i Lilly też położyli się na trawie, na łapach Lilly leżało lwiątko. Ja położyłam się na ziemi, głowę miałam na łapach, byłam taka samotna. Po paru minutach wstałam, wdrapałam się na drzewo, zobaczyłam wielkiego ptaka siedzącego na niewielkiej skale przy wodopoju.
- Znowu trzeba złazić. - pomyślałam i zeszłam z drzewa
Zakradłam się, byłam blisko, skoczyłam, po chwili miałam w łapach już martwego ptaka. Rozerwałam go na dwie połowy, podeszłam do Cookiego i Shetani i chciałam dać im jedną, ale oni nie chcieli. Próbowałam dać też Murasowi i Lilly, ale oni też nie chcieli. Więc podzieliłam jedną część na małe kawałeczki i dałam lwiątkom. Resztę zjadłam sama, potem napiłam się wody. Popatrzyłam w niebo, było tam wiele gwiazd, patrzyłam w nie bardzo długo, potem zasnęłam.
Obudziłam się z samego rana, było bardzo gorąco, wzięłam orzeźwiającą kąpiel i napiłam się wody. Zachciało mi się jeść, więc podeszłam do najbliższej kłody i wyciągnęłam z niej kilka robaków. Po śniadaniu obudziłam Shetani, Cookiego, Murasa i Lilly. My, lwice, zaczęłyśmy rozmawiać. Po paru minutach wstałam i weszłam na skały. Chciałam zaznać wolności, której nie miałam nigdy. Zaczęłam hasać między drzewami, a za chwilę byłam już na jednym z nich.
Wreszcie się zmęczyłam, doszłam do Shetani i Lilly, które myły swoje dzieci. Położyłam się obok Shetani i Diego.
- Też chciałabym mieć dzieci... - powiedziałam
- Kiedyś się ich doczekasz.
Zaśmiałam się, położyłam na trawie i zaczęłam rozmyślać.
------------------------------------------------------------------------

Mam nadzieję, że się podoba..


Mówią mi Giza


Imię : Giza
Charakter : Odważna, szczera
Wiek : Dorosła
Wygląd : Złote futro, brązowy nos i piękne oczy
Historia : Urodziłam się na Złej Ziemi, rodzice mnie nie kochali. Postanowiłam, że gdy dorosnę, ucieknę. Błąkałam się po Złej Ziemi, szukając jakiegoś miejsca do zamieszkania, ale nic nie znalazłam. Wtedy trafiłam tutaj, na Rajską Ziemię, postanowiłam tu zamieszkać. Mam jedno marzenie : Założyć rodzinę.
Moje Motto : W życiu bowiem istnieją rzeczy, o które warto warto walczyć do samego końca.

niedziela, 19 sierpnia 2012

dorastanie córki

Gdy rano wstałam koło mnie leżał Muras razem z Sorają.
Wstałam i poszłam nad wodopój się napić.
Soraja wstała i poszła mnie szukać,
obudziła Murasa a ja wróciłam do jaskini.
Muras:cześć Lilli kiedy ty wstałaś?
ja:niedawno...przejdziemy się?
Muras:dobrze.
Przeszliśmy się po ziemi gdy spotkaliśmy Nasi.
Ja:nasi hej!
Nasi:cześć Lilli cześć Muras!
muras:hej!
rozmawialiśmy sobie jak moje i murasa dziecko dorasta i jak diego syn cookie i shetani dorasta.
----------------------------------------------------
przepraszam ze krótkie.
ale skąd wy macie te obrazki?

Wolność.

   Odkąd tu zamieszkałam nie brakowało mi niczego... Jednak było coś takiego ; wolność. Brakowało mi wolności. Czułam się przykuta na stałe do tego miejsca. Kochałam je, ale wciąż brakowało mi tego jednego, wolności. Dzisiaj postanowiłam odzyskać to uczucie.
    Nie zastanawiając się dłużej skierowałam kroki w stronę mojego ukochanego miejsca. Grzywka na chwilę zasłoniła mi oczy. Ja głupia biegłam dalej i próbowałam ją jakoś zdmuchnąć. Przeszkadzała mi. Nagle wpadłam na kogoś. Przewróciłam się na plecy. Zaraz spaliłam się widocznym na moim białym futrze rumieńcem, kiedy spostrzegłam, że wpadłam na naszego nowego, przystojnego członka stada, Tairisa. Wstałam i zaczęłam stokrotnie przepraszać. Nie mogąc znieść jego spojrzenia oraz ironicznego uśmiechu. Czym prędzej zniknęłam mu z oczu.
    W końcu dotarłam nad wodospad. Znów położyłam się na drzewie , które pełniło rolę mostu nad źródłem. Wodziłam leniwie pazurami po wodzie. Myślałam co zrobić , abym poczuła się wolna. W końcu do głowy wpadła mi genialna myśl. Postanowiłam zrobić jakiś kawał Złoziemcom. Od razu wstałam i popędziłam w stronę Złej Ziemi. Kiedy dotarłam na miejsce schowałam się w krzakach i czekałam. Właściwie nie wiem sama na co w tedy czekałam, ale jak na zawołanie ku mnie szły dwa dorosłe lwy. Na początku się przestraszyłam, ale od razu wiedziałam co zrobię. Przemknęłam niezauważona trochę dalej od nich i ryknęłam ile sił w płucach.
- Kto to ? - usłyszałam zaniepokojone głosy lwów.
- To ja ! Wasz dawny władca ! - zawołałam i musiałam nie źle się wysilić , aby powstrzymać śmiech.
- Malkia ?! - przestraszył się jeden z nich.
- Owszem! A kto inny ?! Ja jestem waszą jedyną królową ! Ten kto teraz włada nosi na sobie klątwę ! - po chwili wyskoczyłam zza krzaków.
     Jeden z lwów spojrzał przerażony na mnie. Najwidoczniej to on był władcą.
- Zaraz, zaraz ! - zawołał ten drugi. - Przecież Malkia nie żyje !
     Spanikowałam, ale zaraz się opanowałam i spokojnym głosem rzekłam.
- Głupiś ! Jestem teraz duchem !
- Ale Malkia nie była biała, ani nie miała grzywki ! - dyskutował dalej.
- Duchy są białe ! - na grzywkę już nie miałam usprawiedliwienia.
- Jiwe, na nią ! - krzyknął i już rzucił się w pogoń za mną.
      Musiałam uciekać. Gnałam gdzie pieprz rośnie, przy tym śmiejąc się szyderczo z lwów. Nagle ktoś na mnie skoczył i razem się poturlaliśmy. To był ten lew, który tak zawzięcie ze mną się sprzeczał.
- I co teraz powiesz ? - zapytał z szerokim uśmiechem i chęcią zemsty.
- Nic ! - odparłam i wyrwałam się spod jego łap.
      Wskoczyłam na pobliski baobab. Miałam szczęście, bo to był baobab Rafikiego. Zazwyczaj łagodny wiatr zaraz przepędził oba lwy i mogłam wrócić na ziemię. Spostrzegłam, że robi się późno. Wróciłam na naszą ziemię. Kiedy wróciłam nikt nawet nie zapytał gdzie byłam. Najwyraźniej nikt nie zauważył, ze zniknęłam. Tylko Shetani posłała mi znaczące spojrzenie. Wszyscy już kładli się spać. Lilly położyła się koło swojego męża Murasa i córki Soraji, a Shetani wraz z Cokkiem i Diego już dawno smacznie spali, Sarra również, ale nigdzie nie zauważyłam Tairisa.
        Położyłam się pod wielką akacją. Kiedy jeszcze raz ogarnęłam spojrzeniem całe nasze stado poczułam się tak jakby... samotna. Nie miałam  nigdy żadnej rodziny, a nasze stado było dla mnie jedynie tylko znajomymi. Zamknęłam oczy, ale nie spałam. Jak ktoś może spać kiedy przypomina sobie swoją zmarłą rodzinę ? Ale długo nie mogłam wytrzymać i otworzyłam oczy. Patrzyłam cały czas na niebo. Zobaczyłam spadającą gwiazdę. Szybko pomyślałam życzenie. ,, Chciałabym być szczęśliwa " - myślałam gorączkowo. Miałam nadzieję, że kiedyś moje życzenie się spełni.